Złote promienie próbują się przebić przez gęste chmury, które jakby celowo chciałby zatrzymać je w potrzasku. Słońce dalej się upiera i w końcu udaje mu się wydostać na świat jeden ze swoich warkoczy, a cały korytarz w kilka sekund tonie w jego blasku. Wyciągam rękę przed siebie i próbuję przechwycić parę drobnych puszków unoszących się w powietrzu. Mienią się w złocie. Błyszczą, jak brokat i tańczą na wietrze, jak najznakomitsze baleriny z Jeziora Łabędziego. Wirują jak szalone, jakby dopiero co dostały skrzydeł. Nagle warkocz zaczyna się cofać, kiedy obłoki na nowo przysłaniają całe niebo. Wszystko w zasięgu mojego wzroku spowite jest ciemnością, która dziwnie mnie przytłacza. Pora wrócić do domu. * -Jaśmin, czy lawenda? Jak myślisz, Luz? -Myślę, że nawet gdybyś nie oblała się żadnymi perfumami, nikt by tego nie zauważył. -Czyli jaśmin, dzięki kochanie.- cmoknęła mnie w polik, zamykając swoją szafkę. Od samego rana Rozalia zadawała mi z milion takich pytań. Chciała...
Komentarze
Prześlij komentarz